Najlepszy kierowca Formuły 1 wszechczasów – kto nim jest? Czy w ogóle można porównywać umiejętności zawodników z tak wielu odmiennych epok? To temat rzeka, stary jak świat i niezwykle trudny. W Internecie znajdziemy wiele rankingów i artykułów próbujących odpowiedzieć na powyższe pytania. Autorzy takich podsumowań mają nierzadko różne od siebie punkty widzenia, co jest zupełnie zrozumiałe, ponieważ nie da się w sposób obiektywny wyłonić najlepszego kierowcy F1 w historii. Pozostają nam więc subiektywne spostrzeżenia obserwatorów i znawców; ja również mam na ten temat swoją opinię. Zanim ją przedstawię i wybiorę najlepszego według mnie kierowcę w historii Formuły 1, przeanalizuję wszystkie epoki w historii tego sportu i postaram się wyłonić najlepszego zawodnika z każdego okresu.

Lata 50-te

W tym przypadku zadanie jest dość proste – nie mogę wskazać na nikogo innego jak pięciokrotnego Mistrza Świata, Argentyńczyka, Juana Manuela Fangio. Ma on ona swoim na koncie 24 wygrane wyścigi Grand Prix na 51 startów (co daje wynik 47,1%). Mistrzostwo zdobywał z takimi zespołami jak Alfa Romeo, Ferrari, Mercedes czy Maserati. Fangio robił dosłownie wszystko, co tylko możliwe, aby zapewnić sobie jak najlepiej przygotowany sprzęt do Grand Prix. Mechaników traktował jak rodzinę i zapraszał na kameralne imprezy. Chciał, żeby przy jego bolidzie pracowali tylko najlepsi i poświęcali mu najwięcej czasu. Zaciętą walkę toczył z nim „wiecznie drugi” Brytyjczyk Stirling Moss, szesnastokrotny zwycięzca Grand Prix, również bardzo utalentowany zawodnik, przez wielu uważany za najlepszego kierowcę bez tytułu mistrzowskiego w historii F1. Miał ogromnego pecha, że akurat w okresie w którym się ścigał musiał rywalizować z takim geniuszem jakim był Fangio i którego bezapelacyjnie wybieram jako najlepszego kierowcę lat 50 tych.

Zwycięzca: Jaun Manuel Fangio

Juan Manuel Fangio
Juan Manuel Fangio (fot. Biografias y Vidas)

Lata 60-te

Dekada ta kojarzy mi się głównie z trzema wielkimi nazwiskami: Jack Brabham, Graham Hill oraz Jim Clark. Każdy z nich był kilkukrotnym Mistrzem Świata, ale tylko jeden z tych kierowców to niewyobrażalny talent, kwintesencja szybkości. Mowa o synu biednego szkockiego rolnika, wiernym zawodniku Lotusa, jakim był Jim Clark – dwukrotny Mistrz Świata Formuły 1 z sezonów 1963 i 1965. Ktoś mógłby powiedzieć, że dwa tytuły to wielki wyczyn, ale przecież nie największy. Co więcej, w omawianym okresie Australijczyk Jack Brabham zdobył aż trzy mistrzostwa, w tym jedno we własnym zespole!

Dlaczego więc najlepszym i najszybszym kierowcą wybrałem Szkota? Aby to zrozumieć, musimy spojrzeć w statystyki. Clark zwyciężył w 25 wyścigach na 72 starty. Daje to niższy procent niż w przypadku Fangio, bo tylko 34,7% wygranych. Należy jednak pamiętać, że Lotusy, którymi jeździł przez całą swoją karierę, mimo swojej konkurencyjności były też niezwykle awaryjne. Procent wyścigów nieukończonych z powodu awarii bolidu to aż 33%. Jeśli weźmiemy ten czynnik pod uwagę, okaże się, że Jim Clark wygrywał w grubo ponad 60% GP, w których nie zawodził go sprzęt – jest to naprawdę nieprawdopodobny wyczyn świadczący najdobitniej o jego wielkim talencie.

Zwycięzca: Jim Clark

Jim Clark
Jim Clark

Lata 70-te

Lata 70-te i początek lat 80-tych to bardzo wyrównany okres w Formule 1, obfitujący w wielu utalentowanych i bardzo szybkich kierowców. Dość wspomnieć takich zawodników jak Emerson Fittipaldi, sir Jackie Stewart, Niki Lauda, Ronnie Petterson, Gilles Villeneuve czy też James Hunt. Kto z nich był najlepszy? Bardzo ciężko jest mi ich porównać mimo, że rywalizowali ze sobą bezpośrednio. Każdy z nich miał swoje lepsze i gorsze dni. Dwójka z nich zakończyła swoje kariery zbyt wcześnie. Ronnie i Gilles zginęli tragicznie podczas rywalizacji na torze, przez co nie mogę ocenić ich tak dokładnie jak pozostałych.

Jako zwycięzcę tej epoki mógłbym oczywiście wybrać kierowcę z największą liczbą tytułów mistrzowskich. Problem w tym, że zarówno Jackie Stewart jak i Niki Lauda mają na koncie po 3 trofea. Decydującym argumentem jest w takim wypadku liczba zwycięstw GP, korzystna dla Szkota w stosunku 27:25 do austriackiego kierowcy. Warto też zauważyć, iż sir Jackie Stewart wygrał więcej wyścigów mimo mniejszej ilości startów w Grand Prix niż Lauda. To niepodważalny argument przemawiający za Brytyjskim kierowcą, Mistrzem Świata z 1969, 1971 i 1973 roku w barwach Tyrrella.

Zwycięzca: Jackie Stewart

Jackie Stewart
Jackie Stewart (fot. Sutton Images)

Lata 80-te

Ayrton Senna i Alain Prost

Druga połowa lat 80-tych i początek lat 90-tych to prawdziwa złota epoka w historii wyścigów Formuły 1. Alain Prost, Nelson Piquet, Ayrton Senna i Nigel Mansell to najwięksi bohaterowie tych czasów i właśnie spośród tej czwórki wybiorę tego najlepszego. Najwięcej mistrzowskich tytułów z tego grona ma Francuz. Profesor zdobył Mistrzostwo Świata aż czterokrotnie, wygrał 51 wyścigów z cyklu Grand Prix. Imponująca statystyka, ale liczba jego startów w F1 jest również ogromna. Kariera Prosta nie została tragicznie przerwana przez śmiertelny wypadek jak miało to miejsce w przypadku Ayrtona. Mistrzostwo Świata, które Prost zdobył w roku 1989, umówmy się… należało się Brazylijczykowi. Ayrton został skrzywdzony przez FIA dyskwalifikacją z GP Japonii 1989 na Suzuce, które wygrał w nieprawdopodobnym stylu. Wszystko przez to, że po zderzeniu z Alainem w szykanie, do powrotu na tor wykorzystał drogę ewakuacyjną.

Kiedy obaj startowali razem w McLarenie, walcząc o mistrzowskie tytuły, ludzie mówili o niesamowicie wyrównanej i zażartej walce. Zażartej na pewno, ale czy wyrównanej? Senna potrafił w kwalifikacjach dosłownie zmiażdżyć Francuza – na przykład w kwalifikacjach do GP Monaco, kiedy pokonał go o 1,4 sekundy. W dzisiejszych czasach jest to niemalże nie do pomyślenia. Zrezygnowany Prost nie miał szans z Brazylijczykiem w sesjach kwalifikacyjnych. Skupiał się więc wyłącznie na ustawieniach bolidu pod wyścig, wykorzystując swoją ponadprzeciętną wiedzę techniczną. Tylko w ten sposób był w stanie czasami poradzić sobie z niebotyczną szybkością Senny i jego olbrzymim talentem.

Nelson Piquet i Nigel Mansell

Rodak Ayrtona, Nelson Piquet, tak samo jak on zdobył tytuł mistrzowski trzykrotnie, jednakże liczba jego zwycięstw w GP, mimo długiej kariery, nie zbliżyła się nawet do 41 tryumfów krajana. W niektórych wyścigach potrafił pojechać perfekcyjnie, pokonując resztę znakomitych rywali, ale biorąc pod uwagę całokształt jego umiejętności i sukcesów, nie był tak znakomitym kierowcą jak Ayrton. Bardziej od Nelsona i Alaina Prosta cenię kierowcę, który upragniony, jedyny tytuł zdobył w swoim trzynastym sezonie w F1. Mowa o wąsatym Brytyjczyku, mającym na swoim koncie 31 wygranych GP. Gdyby nie ogromny pech związany z awaryjnością jego maszyn, szczególnie w końcowych etapach wyścigów, ta statystyka byłaby z pewnością wyższa. Jego boje z Ayrtonem Senną zapierały dech w piersiach, a ostra, podsycona wręcz wzajemną nienawiścią rywalizacja w Williamsie z Nelsonem Piquetem dodawała pikanterii i kolorytu temu sportowi.

Nigel Mansell na pewno znalazłby się na mojej liście najlepszych dziesięciu kierowców wszechczasów, jednak zwycięzcą tej epoki Formuły 1 zostaje bezapelacyjnie Ayrton Senna. Geniusz czystej szybkości, upokarzający swoich rywali na mokrej nawierzchni (warto w tym momencie wspomnieć pamiętny wyścig o Grand Prix Europy w 1993 roku na torze Donnington Park). Potrafił wygrywać po spadku na szesnastą pozycję, nokautował swoich wielkich rywali w tym samym sprzęcie, tak jak wspomnianego wyżej Prosta. Nieprawdopodobnie ambitny, uduchowiony człowiek, starający się za każdym razem udowodnić, że jest najlepszy. Ayrton Senna był najlepszym kierowcą złotej epoki Formuły 1. Kto wie, ile zwycięstw i mistrzowskich tytułów dołożyłby na swoje konto gdyby nie tragiczny wypadek 1 maja 1994 roku na zakręcie Tamburello…

Zwycięzca: Ayrton Senna

Ayrton Senna świętuje zwycięstwo w GP Belgii
Ayrton Senna świętuje zwycięstwo w GP Belgii (fot. Daily Mirror)

Lata 90-te i początek XXI wieku

Król statystyk

Jest to okres zdominowany przez jednego człowieka – Michaela Schumachera. Z czysto statystycznego punktu widzenia (biorąc pod uwagę tylko liczbę wygranych GP i zdobytych tytułów), Niemiec, ze swoimi 7 tytułami mistrzowskimi i 91 wygranymi wyścigami, jest najlepszym kierowcą w historii Formuły 1. Póki co, to do niego należą wszystkie najważniejsze rekordy, ale nie potrwa to już długo. Na pewno jeszcze w tym sezonie, rekord zdobytych pierwszych pól startowych (Michael Schumacher: 68) zostanie mu odebrany przez Lewisa Hamiltona (67). Brytyjczykowi wystarczy zdobyć pole position dwukrotnie by osiągnąć ten cel. Do końca obecnego sezonu zostało jeszcze 9 wyścigów, więc Hamilton jeżdżący w Mercedesie powinien bez trudu wywalczyć pole position co najmniej dwa razy. Jeśli nie będzie miał problemów technicznych, rekord Schumachera może zostać pobity już we wrześniu. Najprawdopodobniej stanie się to po dwóch europejskich klasykach (GP Belgii i Włoch – tory silnikowe, mogące dać przewagę bolidom Mercedesa).

Bezkonkurencyjność

Wróćmy jednakże do głównego bohatera tego okresu. Za Schumim, przyznam się bez bicia, nigdy nie przepadałem, ale jak mogę wybrać kogoś innego na zwycięzcę tych czasów? Przegrywał czasami batalie o MŚ z takimi nazwiskami jak Damon Hill, Jaques Villeneuve czy Mika Hakkinen (którego to Niemiec uważał za swojego największego rywala). Ale wynikało to wówczas tylko i wyłącznie z powodu wolniejszego bolidu MSCH względem rywali. Nierzadko, mimo gorszej maszyny, potrafił zaciekle walczyć do z innymi kierowcami do ostatniego wyścigu. Damon Hill uległ Schumacherowi mając w 1994 roku bolid lepszy od Niemca, a w 1995 przynajmniej na tym samym poziomie. Hill zdominował Schumachera dopiero w 1996 roku, kiedy to jeździł w najszybszym wtedy Williamsie. Schumacher przeszedł do słabego wówczas i borykającego się z wieloma problemami Ferrari, aby ułożyć zespół wokół siebie.

Niezwykłe umiejętności

Nawet niekonkurencyjnym bolidem Michael potrafił czasem walczyć o czołowe miejsca pokazując swój niezwykły kunszt. Nie licząc sezonu 1991, w którym debiutował oraz lat spędzonych w Mercedesie, Niemiec nie miał sezonu w którym nie wygrałby wyścigu. W 1995 roku wygrał Grand Prix Belgii (o najciekawszych wyścigach na torze SPA pisaliśmy tu) jadąc na slickach w deszczowych warunkach! Deszczowe GP Hiszpanii 1996 to kolejne upokorzenie rywali. Michael Schumacher wygrywa wyścig bolidem spoza czołówki z przewagą 45 sekund nad drugim kierowcą (Jean Alesi/Benetton)!

W 1998 roku mistrzem zostaje Mika Hakkinen, za sprawą najszybszego wówczas McLarena. W 1999 Ferrari powoli odrabia straty, a walka staje się wyrównana, z lekką przewagą na korzyść Ferrari. Gdyby nie wypadek MSCH na Silverstone (Niemiec złamał wtedy nogę) to Mikka Hakkinen mógłby mieć duże problemy ze zdobyciem swojego drugiego tytułu. Ostatecznie udało mu się go wywalczyć po zaciętej rywalizacji z Eddiem Irvinem, którego Schumi wspierał z całych sił. Sezony 2000-2004 to seria mistrzowskich tytułów zdobytych przez głównego bohatera tego wątku. Szczególnie lata 2002 i 2004 były kompletnie zdominowane przez Scuderie.

Zwycięzca: Michael Schumacher

Michael Schumacher
Michael Schumacher (fot. dailystar.co.uk)

Obecnie

Jeśli chodzi o czasy najnowsze, nie będę jeszcze brał nikogo pod uwagę, ani rozstrzygał, kto jest najlepszy. Dopiero kiedy współcześni kierowcy zakończą swoje kariery, będzie miało to większy sens. Na pewno możemy już mówić o kilku jeżdżących legendach tego sportu. W czołowych miejscach rankingów zawodników wszechczasów bez wątpienia znajdą się miejsca dla Fernando Alonso czy Lewisa Hamiltona, ale poczekajmy jeszcze kilka lat z ostatecznym podsumowaniem.

Najlepszy kierowca Formuły 1 w historii

Wybrałem już najlepszych kierowców F1 z każdej epoki. Nadszedł czas, abym podjął decyzję, kim będzie ten jeden, jedyny, najlepszy z najlepszych zawodnik wszechczasów. Juan Manuel Fangio, dominator lat 50-tych, to wielka postać tamtego okresu. Jednak ze względu na podeszły wiek i warunki fizyczno-kondycyjne, już na samym początku muszę zrezygnować z wyboru Argentyńczyka. Kieruję się tym, że nie poradziłby on sobie w starciu z nieprawdopodobnie przygotowanymi fizycznie kierowcami z lat późniejszych.

Kryterium na podstawie którego wybiorę najlepszego kierowcę w historii Formuły 1 z pozostałych mi kandydatów to statystyka ukazująca procent: liczby wygranych wyścigów, podium, pole positions oraz najszybszych okrążeń względem startów w całej karierze. Wiem, że nie jest to do końca sprawiedliwe, ze względu na różną liczbę sezonów w których poszczególni kierowcy dysponowali najlepszym w danym czasie sprzętem. Uznałem jednak, że jest to, oczywiście moim zdaniem, najlepszy sposób na wyłonienie zwycięzcy. Zacznijmy więc porównanie:

KIEROWCASTARTYZWYCIĘSTWAPODIUMPOLE POSITIONSFASTEST LAPS
Jim Clark7225 (34,7 %)32 (44,4%)33 (45,8%)28 (38,9%)
Jackie Stewart10027 (27%)43 (43%)17 (17%)15 (15%)
Ayrton Senna16141 (25,5%)80 (49,7%)65 (40,4 %)19 (11,8%)
Michael Schumacher30891 (29,5%)155 (50,3%)68 (22,1%)77 (25%)

Starcie gigantów

Domyślacie się już pewnie kogo wybiorę, zacznijmy jednak od końca. Jackie Stewart, gentleman, świetny technik i nieugięty wojownik w walce o poprawienie standardów bezpieczeństwa w F1, wypada niestety najgorzej z tego wielkiego grona i to nie tylko pod względem statystycznym. Ustępuje pozostałej trójce zarówno w rzemiośle wyścigowym, jak i czystej szybkości. Dlatego też trzykrotny Mistrz Świata sir Jackie Stewart nie znajdzie się na podium mojego rankingu. Na trzecie miejsce zasługuje siedmiokrotny Mistrz Świata Michael Schumacher. Zdecydowanie zepsuł on sobie statystyki trzema nieudanymi sezonami w Mercedesie w latach 2010-2012. Myślę jednak, że nawet gdyby szło mu wtedy dużo lepiej to i tak nie wyprzedziłby pozostałej dwójki.

Drugie miejsce należy do wiecznego i wielkiego Ayrtona Senny. Chyba nikt z powyższego grona nie miał aż tak dużej liczby świetnych kierowców, z którymi musiał bezpośrednio rywalizować na torze, jak Brazylijczyk. Długo zastanawiałem się czy to właśnie trzykrotnego Mistrza Świata z McLarena nie ogłosić zwycięzcą tego rankingu, ale ostatecznie wybrałem inaczej.

Według mnie najlepszym kierowcą w dziejach Formuły 1 jest JIM CLARK!

Najlepszy kierowca Formuły 1 wszechczasów

Trudne początki

Jakże ten skromny syn biednego szkockiego rolnika różni się od typowych gwiazd F1. Nie był tak charyzmatyczny i wyniosły jak Senna czy Schumacher, którzy za każdym razem próbowali udowodnić swoją wyższość nad rywalami, posuwając się często do zagrań mających mało wspólnego z zasadami fair play. Nieśmiały kierowca urodzony w Kilmany nie ustępuje zaś żadnemu z wyżej wymienionych w kwestii najważniejszej – szybkości. Brytyjczyk, nie licząc liczby podium, ma najlepsze wyniki statystyczne w każdej konkurencji uwzględnionej w tabeli powyżej.

Jim Clark nie miał łatwego startu, ponieważ jego rodzina, a w szczególności ojciec, byli przeciwko motoryzacji. Młody chłopak ćwiczył po kryjomu, jeżdżąc pożyczonymi autami po okolicy. W 1956 roku wystartował po raz pierwszy w lokalnym rajdzie. Bardzo szybko zaczął odnosić świetne wyniki i dzięki pomocy finansowej przyjaciół mógł się przenieść na bardziej profesjonalny poziom klubowych wyścigów. Wygrywał praktycznie wszystko i we wszystkim – był niezwykle konkurencyjny, niezależnie z jaką maszyną przyszło mu pracować.

Wielkie sukcesy i tragiczna śmierć

Niewyobrażalnie wielki talent przyszłego dwukrotnego Mistrza Świata F1 został odkryty przez Colina Chapmana, szefa Lotusa. Ich współpraca trwała nieprzerwanie aż do końca kariery Clarka, przedwcześnie zakończonej przez tragiczną śmierć na torze Hockenheim w 1968 roku, po której Chapman długo nie mógł dojść do siebie. Eksplozja opony w Lotusie Szkota w najszybszym miejscu na torze podczas wyścigu Formuły 2 doprowadziła do rozbicia się bolidu na drzewie.

Oprócz dwóch tytułów mistrzowskich zdobytych w sezonach 1963 i 1965, Brytyjczyk odniósł również zwycięstwo w słynnym wyścigu Indianapolis 500 w roku 1965. Rok wcześniej, w 1964, został mistrzem BTCC (British Touring Car Championship). Wyłącznie ogromna awaryjność bolidu Lotusa sprawiła, że Jim na koncie „tylko” dwa mistrzostwa Formuły 1.

Jim Clark - najlepszy kierowca Formuły 1 wszechczasów
Jim Clark (fot. Getty Images)