Lewis świętuje piąty tytuł z Mercedesem

Lewis Hamilton wykorzystał incydent między Maxem Verstappenem i zdublowanym Estebanem Oconem, wygrywając pełen emocji wyścig o GP Brazylii. Zwycięstwo kierowcy Mercedesa oraz słabsza dyspoyzcja Ferrari, pozwala już cieszyć się wszystkim członkom zespołu Mercedesa ze zdobycia piątego z rzędu tytułu mistrza świata! Gratulujemy! Jeśli za rok powtórzą to osiągnięcie zrównają się z Ferrari, które w latach 1999-2004, aż sześciokrotnie sięgało po puchar mistrzów świata wśród zespołów.
Dominacja Lewisa Hamiltona i Mercedesa w erze hybrydowej jest niezaprzeczalna. Wygrywając swój 72 wyścig w karierze a 10 w tym sezonie, Brytyjczyk zwyciężył w ponad 50 % Grnad Prix rozgrywanych od 2014 roku. Niesamowite!

5 tytuł Mercedesa

Tor interlagos jak zwykle zapewnił nam świetny i dramatyczny spektakl. Na okrążeniu formującym problemy dopadły już Sebastiana Vettela startującego z drugiej pozycji. Ferrari zaleciło swojemu kierowcy zmianę ustawień, jak się później okazało Niemiec jechał z uszkodzonym sensorem, co miało wpływ na jego tempo podczas wyścigu. Po starcie został od razu wyprzedzony przez Valtteriego Bottasa. Pierwszą pozycję utrzymał Lewis, czwarty był Kimi, piąty Max. Bardzo szybko na szóste miejsce przebił się Daniel Ricciardo. W środku i z tyłu stawki doszło do kilku przetasowań, bardzo zaciętą walkę stoczyli ze sobą kierowcy Renault. Po 1 okrążeniu w rywalizacji brali udział wszyscy zawodnicy. Już na samym początku GP doszło do kilku pięknych walk w czołówce. Max Verstappen najpierw poradził sobie z Kimim Raikkonenem, a potem nie dał żadnych szans drugiemu z kierowców Ferrari, Sebastianowi Vettelowi. Niesamowity początek Holendra! Vettel stracił natychmiast kolejną pozycję na rzecz Kimiego Raikkonena, zbyt szeroko wyjeżdżając na tarkę. Max kontynuuował swoją pogoń, po kilku okrążeniach za plecami Valtteriego Bottasa zdołał pokonać i jego. To niewiarygodne jak bolid Red Bulla łagodnie obchodził się z oponami supermiękkimi. Kierowcy Mercedesa i Ferrari zjechali po mieszanki pośrednie, a Max został nadal na komplecie zużytych super softów, kręcąc naprawdę konkurencyjne czasy okrążeń. Największe rozczarowanie panowało chyba wśród członków zespołu Ferrari. Mieli teoretyczną przewagę na starcie, ruszając do wyścigu na oponach miękkich. Nic z tego, Ferrari na komplecie ogumienia z żółtym paskiem, było znacznie wolniejsze od obu Red Bulli. Po serii pierwszych pit stopów, Verstappen był tuż tuż, za liderem wyścigu, Lewisem Hamiltonem. Nie trzbea było długo czekać na manewr kierowcy z Holandii. Wykorzystując strefę DRS w na prostej startowej, bez problemu wyprzedził Brytyjczyka w Mercedesie. Na każdym okrążeniu kierowca Red Bulla dokładał Lewisowi jakieś pół sekundy, wydawało się, że Max jedzie po swoje drugie zwycięstwo z rzędu. Niestety dla fanów Verstappena stało się inaczej. Esteban Ocon uznał, że mając szybsze i świeższe opony, chce się oddublować i zaatakował w pierwszym i drugim zakręcie lidera wyścigu! Max myśląc jedynie nad powiększaniem przewagi nad drugim Lewisem Hamiltonem kompletnie się tego nie spodziewał. Doszło do kontaktu między obydwoma zawodnikami. Kierowcy wypadli z toru, tracąc na tym kilka dobrych sekund. Hamilton odzyskał prowadzenie, którego nie oddał już do końca. Wściekły Verstappen zakończył GP Brazylii na miejscu drugim, trzeci był Kimi Raikkonen. Pod koniec wyścigu Sebastian Vettel zjechał na swój drugi pit stop, w jego ślady po przegranej walce na torze z Danielem Ricciardo poszedł Valtteri Bottas. Dzięki temu startujący z 11 pola Australijczyk, ukończył rywalizację w Sao Paulo na 4 miejscu. Również wielkie brawa! Najlepszym z reszty okazał się Charles Leclerc, kończąc wyścig na najlepszym z możliwych miejsc, czyli siódmym.

Max vs Ocon

Wracając do incydentu Maxa z Estebanem. Nie ma co się dziwić ogromnej złości, wręcz wściekłości Holendra. Jechał po pewną wygraną, a dublowany kierowca, kierowca którego nie powinno tam być, odbiera mu szansę na upragnione zwycięstwo. Francuz został ukarany 10 sekundowym postojem oraz 3 punktami karnymi. Czerwony ze złości Verstappen na ważeniu po wyścigu dorwał Ocona. Holender trzykrotnie odepchnął Francuza, spychając go z wagi. Zawodnik Red Bulla został za ten wyczyn ukarany dwoma dniami prac społecznych dla federacji. Moim zdaniem to przesada, w latach 80-tych nikt by nawet o tym nie pomyślał. W pełni rozumiem sciekłość i zacowanie Maxa, podejrzewam że ja będąc na jego miejscu posunąłbym się do czegoś więcej niż odepchnięcia. Nie róbmy z mężczyzn grzecznych chłopców, emocje, frustracja i agresja są czymś normalnym w tym pięknym sporcie.