Zgodnie z przewidywaniami również Grand Prix Belgii 2017 na torze Spa nas nie zawiódł! Byliśmy świadkami wspaniałego widowiska i zażartej walki zarówno w czołówce, jak i w dalszej części stawki.

Start

Każdy z pierwszych sześciu kierowców utrzymał swoją pozycję. Zmianę zaobserwowaliśmy na miejscu siódmym na które po świetnym dynamicznym starcie awansował Fernando Alonso, wyprzedzając Nico Hulkenberga oraz duet kierowców Force India. A propos indyjskiego zespołu – już na pierwszym okrążeniu przed dojazdem do Eau Rouge, przy około 300 km/h, Sergio Perez nie zostawił wystarczającej ilości miejsca przy ścianie Estebanowi Oconowi i obaj kierowcy zderzyli się oponami. Na szczęście obyło się bez większych konsekwencji, nie licząc oczywiście spadku Meksykanina na 11 miejsce.

Wielcy pechowcy

Wróćmy jednakże do Alonso. Mimo świetnego startu został on szybko wyprzedzony przez Hulka w szykanie Bus Stop. Dwukrotny Mistrz Świata nie odpuścił jednak tak łatwo i popisał się fantastyczną kontrą na końcu prostej Kemmel przed Les Combes, wyprzedzając od zewnętrznej bolid Renault Niemca. Do tego wszystkiego od wewnętrznej próbował wmieszać się jeszcze Ocon, ale Hulkenberg wyszedł z tego starcia obronną reką. Niedługo potem silnik Hondy zaczął tracić moc i Fernando był wyprzedzany na prostych nie mogąc się bronić. W drugiej części wyścigu jednostka napędowa w bolidzie McLarena przestała już zuepełnie pracować i Alonso musiał wycofać się z wyścigu. Cała jego walka poszła na marne – naprawdę wielka szkoda.

Lewis Hamilton
Lewis Hamilton (fot. Paul Gilham/Getty Images)

Jeszcze większe rozczarowanie, wiele okrążeń wcześniej, przeżył ulubieniec kilkudziesięciu tysięcy holenderskich kibiców przybyłych na tor w Ardenach. Max Verstappen musiał wycofać się z rywalizacji po raz szósty na dwanaście rund! To naprawdę niewiarygodne jak zespół z top 3 może pozwolić sobie na taką awaryjność. Co ciekawe, dotyka to zazwyczaj jednego bolidu… Wyobrażam sobie jak wściekły i zdruzgotany musi być Holender, który w tym sezonie aż 8 razy pokonał w kwalifikacjach naprawdę bardzo szybkiego zawodnika jakim jest Daniel Ricciardo! To jednak Australijczyk ma dużo większą liczbę punktów w i to on po raz kolejny (szósty w tym sezonie!) staje na podium. Jestem fanem Dana, ale trzeba przyznać, że w tym roku odstaje od młodego chłopaka z Niderlandów pod względem szybkości.

Ostra walka

Wielokrotnie mogliśmy na belgijskim torze obserwować na prostych ścigające się bok w bok trzy bolidy. Fantastyczny widok! Jednym z takich manewrów popisał się Sergio Perez walcząc z bolidami Haasa i Toro Rosso. Uzyskał w tamtym momencie prędkość około 350 km/h, przez co jednak nie wyrobił się przed sekcją Les Combes. Nie chcąc oddawać wywalczonej pozycji ściął szykanę, co zakończyło się otrzymaniem 5 sekund kary, którą odbył na następnym postoju. Właśnie wtedy dla zespołu Force India zaczęło się piekło.

Esteban Ocon mimo wyższej pozycji zameldował się w boksach jako drugi, tracąc po wyjeździe pozycję na rzecz Meksykanina. Wściekły Francuz zaczął wypytywać dlaczego w ogóle miała miejsce taka sytuacja, a zespół próbował go uspokoić tłumacząc, że Sergio zjechał jako pierwszy aby odbyć pięciosekundową karę, a także podkreślając, żeby się nie martwił, bo ma przecież świeższe opony. Francuz nie czekał długo, aby podjąć próbę powrotu na należne mu miejsce. Na dohamowaniu do La Source bardzo zbliżył się do Meksykanina, po czym dokładnie w tym samym miejscu co na pierwszym okrążeniu, przed dojazdem do Eau Rouge, podjął próbę ataku. Niestety, skończyło się dużo gorzej niż poprzednim razem. Sergio, w typowy dla niego egoistyczny i bezmyślny sposób, zepchnął Ocona do ściany przy bardzo dużej prędkości. Francuz nie mając już miejsca uderzył przednim spojlerem w tylną oponę Pereza. Oba bolidy zostały uszkodzone i zmuszone do zjazdu do alei serwisowej.

Perez i Ocon Force India
Perez i Ocon w bolidach Force India (fot. motorsport.com)

Kto zawinił?

Checo może i jest bardzo szybki, ale jak można w tak głupi sposób po raz kolejny odbierać zespołowi szansę na cenne punkty? W Kanadzie przez jego egoizm indyjski zespół stracił szansę walki o podium. W odpowiedzi na wydarzenie w trakcie GP Belgii szefostwo teamu od razu po zakończeniu wyścigu zapowiedziało brak wolnej ręki w dalszej rywalizacji między Francuzem a Meksykaninem. Z drugiej strony, Esteban też nie musiał się za wszelką cenę pchać się przed Pereza w tym konkretnym miejscu. Ale szczerze mówiąc, nie dziwię mu się. Według mnie cała wina leży po stronie zespołu, ponieważ to Francuz powinien był zjechać do boksów jako pierwszy. Przez to, że Meksykanin odwiedził boks dwa okrążenia wcześniej od Estebana, mógł odrobić stratę do niego mimo pięciosekundowej kary! Wszystko przez dwa szybkie okrążenia na świeżych super softach. Gdyby nie ta sytuacja do zderzenia najprawdopodobniej w ogóle by nie doszło – teraz można już tylko gdybać.

Neutralizacja i restart

Po zderzeniu bolidów Force India na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Safety Car jechał wyjątkowo wolno, przez co kierowcy mieli problem z odpowiednim dogrzaniem opon. Szczególnie trudne zadanie mieli zawodnicy Mercedesa. Ich zespół, w przeciwieństwie do reszty stawki, wykorzystał szybsze mieszanki opon podczas kwalifikacji i dlatego w bolidach Fina i Brytyjczyka założono teraz kolejny komplet opon miękkich. Główni rywale, czyli Vettel, Raikkonen i Ricciardo, szykowali się do wznowienia wyścigu na oponach ultra miękkich. Kolejność czołówki przed restartem wyglądała następująco: 1.Ham 2.Vet 3.Bot 4.Ric 5.Rai.

Chwilę przed powrotem do rywalizacji emocje były ogromne. Zastanawiałem się czy Lewis Hamilton będzie w stanie obronić pierwszą pozycję przed atakującym go na najszybszej możliwej mieszance czterokrotnym mistrzem świata? Brytyjczyk w swoim stylu do ostatniej chwili grał na nerwach Niemca, zwalniając jak tylko możliwe. W końcu ruszyli! Sebastian Vettel znalazł się bardzo blisko bolidu Mercedesa i zaatakował na prostej Kemmel, Lewis jednak spokojnie trzymał się swojej linii jazdy i to on pierwszy wjechał w Les Combes. Niemiec przez cały wyścig jechał bardzo blisko Hamiltona – największa różnica między nimi to 2,3 sekundy na mecie! Zarówno ja, jak i sam kierowca Ferrari, był zaskoczony tym, że mógł jechać na tyle szybko, żeby utrzymać się tuż za Mercedesem.

58 zwycięstwo Hamiltona

Wspaniała walka zakończyła się pięknym tryumfem kierowcy z numerem 44! W sobotę zdobył 68 PP w karierze, wyrównując tym samym rekord Schumachera, a w niedzielę odnotował 58 zwycięstwo w cyklu Grand Prix i trzecie na torze Spa-Francorchamps. Mimo wolniejszych opon dał radę obronić się przed naciskającym go kierowcą Ferrari. Ta sztuka nie udała się jednak koledze Lewisa z zespołu. Bottas nie dogrzał wystarczająco swoich opon i miał problemy z przyczepnością, przez co przed Les Combes został wzięty w kleszcze przez Daniela Ricciardo i Kimiego Raikkonena, kończąc wyścig na 5 pozycji. Był to dla niego zdecydowanie nieudany weekend, do zapomnienia. W tej sytuacji Mercedes powinien zacząć w pełni wspierać Hamiltona w walce o tytuł mistrzowski z Vettelem.

Na szóstej pozycji, czyli najlepszej z możliwych dla zespołów środka stawki w tych okolicznościach, dojechał Nico Hulkenberg w Renault. Romain Grosjean po ciężkim wyścigu wywalczył upragnione sześć punktów (partner Francuza w zespole Haas, Kevin Magnussen, mógł dojechać w punktach razem z Romainem, ale zblokował koła po restarcie i wypadł z toru na szykanie Bus Stop), a na 8 miejscu uplasował się zawodnik, który w piątek przejechał zaledwie jedno okrążenie. Tak, Felipe Massa, jak sam zaznaczył, pojechał perfekcyjny wyścig. Dla fatalnego obecnie Williamsa ten wynik można porównać do zwycięstwa. Dziewiąte miejsce, mimo zderzenia ze swoim „kolegą”, udało się dowieźć Estebanowi Oconowi, a na ostatnim punktowanym miejscu dojechał Carlos Sainz.