Pożeganie z Malezją

Za nami ostatni wyścig na torze Sepang. Jego zwycięzcą okazał się obchodzący wczoraj swoje 20 urodziny Max Verstappen! To jego drugie zwycięstwo w karierze. Bardzo się cieszę z sukcesu młodego Holendra, wreszcie, po tak nieprawdopodobnej serii awarii i wypadków, Max przejechał linię mety na najwyższym z możliwych miejsc. Ogromne gratulacje! Obecny sezon obfituje w niespodziewane i zaskakujące wydarzenia – mamy do tej pory już pięciu zwycięzców z pięciu różnych krajów.

W Malezji mieliśmy przyjemność oglądać po raz kolejny bardzo ciekawy wyścig. W czołówce działoby się z pewnością dużo więcej, gdyby nie wielki pech Kimiego Raikkonena, który z powodu awarii (najprawdopodobniej turbosprężarki) nie wystartował w dzisiejszym GP. Szkoda, Ferrari na torze Sepang miało najlepsze tempo, ale los przeszkodził Scuderii w zdobyciu choćby jednego miejsca na podium. Wczoraj Vettel, dziś Kimi…

Swoje drugie zwycięstwo dla Holandii Max Verstappen zdobył na dobrą sprawę już na czwartym okrążeniu. Wykorzystując całą zgromadzoną energię baterii, wyprzedził po wewnętrznej w pierwszym zakręcie Lewisa Hamiltona, który nie bronił się zbyt zaciekle. Mając ogromne szanse na Mistrzostwo Świata, nie opłacało mu się ryzykować.

Daniel Ricciardo i Max Verstappen na podium GP Malezji Ostatni wyścig na torze Sepang
Daniel Ricciardo i Max Verstappen na podium GP Malezji (fot. Anadolu Agency/Getty Images)

Problemy Mercedesa

Mercedes był dziś trzecią siłą w stawce. Srebrne bolidy ślizgały się po torze bardzo często, a trakcja pozostawiała wiele do życzenia. Mimo to, lider klasyfikacji Mistrzostw Świata ukończył wyścig na drugim miejscu. W porównaniu do zespołowego partnera spisał się świetnie – Bottas po raz kolejny prezentował fatalne tempo. Jedynym pozytywnym momentem jego wyścigu był start, w trakcie którego wyprzedził Daniela Ricciardo po zewnętrznej pierwszego zakrętu. Później przez dłuższy czas blokował Australijczyka, aż w końcu doszło między nimi do walki, najpiękniejszej dzisiejszego poranka. Daniel pokonał Valteriego po fenomenalnym starciu koło w koło. Pojedynek był ostry, ale co najważniejsze bardzo fair, między bolidami nie doszło do kontaktu.

Ricciardo stracił niezwykle dużo czasu jadąc za wolnym Bottasem (niewiele brakowało, a Fina zacząłby atakować jadący na szóstym miejscu Sergio Perez), mimo to na supermiękkich oponach prezentował świetne tempo zbliżając się powoli do Hamiltona, jednak nie na tyle żeby mieć nadzieję na coś więcej niż trzecie miejsce. Najniższy stopień podium Australijczyka zagrożony był przez chwilę na dziesięć okrążeń przed metą. Najszybszy dziś na torze, startujący z końca stawki, Sebastian Vetel zbliżył się do bolidu Red Bulla w nieprawdopodobnie krótkim czasie. Daniel skutecznie odparł ataki Niemca, broniąc trzeciego miejsca i stanął na podium po raz ósmy w tym sezonie. Świetna seria!

Ferrari tuż za podium

Sebastian bardzo szybko musiał zrezygnować z ataków na Ricciardo ze względu na przegrzewające się opony. Podium było blisko, ale czwarte miejsce, po starcie z ostatniego pola, z pewnością można też ocenić w kategoriach sukcesu. Jeśli jednak ktoś myślał, że zakończenie wyścigu to koniec problemów Scuderii Ferrari to grubo się mylił… Na okrążeniu zjazdowym Sebastian Vettel zderzył się niefortunnie z Lancem Strollem, poważnie uszkadzając swoją „Ginę”. Miejmy nadzieję, że w bolidzie Ferrari nie będzie trzeba wymieniać silnika czy też skrzyni biegów, co skutkowałoby karami podczas zbliżającego się GP Japonii.

Szóste miejsce przypadło Sergio Perezowi, najlepszemu ze środka stawki. Meksykanin popisał się bardzo dobrym startem zyskując kilka pozycji, a niewiele okrążeń później wyprzedził bez problemu Stoffela Vandoorne’a, mając przed sobą już tylko czołówkę. Gratulacje, tym bardziej, że Perez zmagał się w ten weekend z wirusem, szczególnie dokuczającym mu podczas wczorajszych kwalifikacji. Stoffel Vandoorne zaliczył kolejny świetny występ zajmując siódmą pozycję i prezentując dużo lepszą postawę od utytułowanego partnera z zespołu. Fernando Alonso, który wypadł dziś wyjątkowo słabo, jak na skalę jego talentu, ukończył wyścig na jedenastym miejscu.

Podwójne punkty przypadły w udziale Williamsowi, który jest dla mnie największą pozytywną niespodzianką środka stawki. Lance Stroll i Felipe Massa zajęli odpowiednio ósme i dziewiąte miejsce. Ostatnie punktowane miejsce przypadło Estebanowi Oconowi, który miał dziś liczne przygody. Najpierw został wzięty w kleszcze przez Sergio Pereza i Felipe Massę uderzył w bolid Williamsa. Później został wypchnięty przez Brazylijczyka poza tor, a jeszcze wcześniej obrócił swój bolid po zderzeniu z Sainzem. Nie przeszkodziło mu to jednak w dojechaniu do mety na dziesiątym miejscu.