Fuji i Suzuka

Do końca sezonu pozostało jedynie pięć wyścigów, a najbliższy z nich – GP Japonii – odbędzie się już w tym tygodniu. Pierwszy wyścig o Grand Prix tego kraju miał miejsce w 1976 roku na torze Fuji Speedway, ale utrzymał się kalendarzu F1 tylko przez dwa sezony. Do Japonii powrócono dziesięć lat później, jednakże zdecydowano się przenieść zmagania kierowców na nowy tor. Przez niemal dwie dekady, poczynając od 1987 roku, wspomniane GP rozgrywane było nieprzerwanie na torze Suzuka, który od pierwszego wyścigu zapisał się na kartach historii Formuły 1. W sezonach 2007 i 2008 ponownie rywalizowano na Fuji. W 2009 roku po raz kolejny zrezygnowano z niego na rzecz Suzuki i to właśnie tam do dziś odbywają się wyścigi.

Tor Suzuka w Japonii
Tor Suzuka w Japonii (fot. Clive Rose/Getty Images)

Ponieważ GP Japonii jest (i było w przeszłości) jednym z ostatnich wyścigów w sezonie, zawsze towarzyszyły mu wielkie emocje. Wielokrotnie ważyły się w jego trakcie losy mistrzowskich tytułów, a kibice mieli okazje obserwować zażarte pojedynki między kierowcami. Do tej pory, z trzydziestu rozegranych tam wyścigów, aż dwanaście przyniosło rozstrzygnięcie rywalizacji o tytuł Mistrza Świata F1 (z czego w siedmiu przypadkach GP Japonii nie było wcale ostatnim wyścigiem w kalendarzu!).

Pierwsze wyścigi na Suzuce

Mimo wspomnianych krótkich pobytów GP Japonii na torze Fuji, to właśnie Suzuka jest najbardziej kojarzona z wyścigami Formuły 1 w kraju kwitnącej wiśni. Według wielu znawców jest to jeden z najtrudniejszych pod względem technicznym obiektów. Może on dzięki temu zapewnić widzom fenomenalne widowisko, a kierowcom niezapomniane wrażenia. Porównywany bywa czasem do toru Spa w Belgii (pisaliśmy o nim tutaj) i jest często wymieniany przez kierowców jako ich ulubiony obiekt. Jak zostało wspomniane we wstępie, to w Japonii miały miejsce liczne wyścigi rozstrzygające zwycięstwo któregoś z kierowców w klasyfikacji generalnej – większość z nich odbyła się właśnie na torze Suzuka. W jego historii nie brakowało też wielu innych, emocjonujących, dramatycznych, a nierzadko również kontrowersyjnych sytuacji. Przypomnijmy sobie kilka z nich.

Już pierwsze GP Japonii na Suzuce, w 1987 roku, zapadło wszystkim kibicom Formuły 1 w pamięć. Przed wyścigiem było wciąż dwóch pretendentów do tytułu mistrzowskiego – Nigel Mansell i Nelson Piquet. Brazylijczyk miał w tamtym momencie 12 punktów przewagi nad swoim rywalem, ale wszystko mogło się jeszcze zmienić. Niestety, w trakcie treningów na nowym, niezwykle wymagającym torze, Mansell rozbił swój bolid doznając jednocześnie urazu, który wyeliminował go ze startu w dwóch pozostałych wyścigach sezonu. Trzeci (i ostatni) tytuł mistrzowski przypadł więc w udziale Piquetowi, mimo, iż w trakcie samego wyścigu nawet nie zbliżył się do czołówki ze względu na problemy z silnikiem.

Senna vs Prost

1988 rok przyniósł jeszcze więcej emocji związanych z rywalizacją o mistrzostwo: między ówczesnymi kierowcami McLarena. Przystępując do wyścigu Ayrton Senna wiedział, że jeśli go wygra, zdobędzie swój pierwszy tytuł Mistrza Świata, o którym marzył już od wielu lat. W trakcie kwalifikacji spisał się świetnie, zdobywając swoje dwunaste pole position w sezonie. Był więc w idealnej sytuacji do tego, aby już na początku wyścigu wypracować przewagę i spokojnie dojechać do mety. Nic z tego. Podczas, kiedy startujący z drugiego miejsca Prost wystrzelił do przodu, a za nim pozostali kierowcy w stawce, Ayrton Senna stał w miejscu nie mogąc odpalić samochodu.

Ayrton Senna i Alain Prost w trakcie GP Japonii 1988 tor Suzuka
Ayrton Senna i Alain Prost w trakcie GP Japonii 1988 (fot. Paul Henri Cahier/Getty Images)

Kiedy w końcu udało mu się ruszyć znajdował się na czternastej pozycji, ale nie miał zamiaru się poddawać. W ciągu czternastu okrążeń w prawdziwie mistrzowskim stylu rozprawił się z jedenastoma kierowcami. Awansował na trzecie miejsce, po raz kolejny zachwycając cały świat swoimi umiejętnościami jazdy na mokrej nawierzchni. Na dwudziestym ósmym okrążeniu jechał już tylko za Prostem, ale Francuz nie był się w stanie dłużej bronić i po chwili został w tyle. Brazylijczyk ukończył wyścig na pierwszym miejscu zdobywając tym samym po raz pierwszy w karierze tak bardzo upragniony tytuł Mistrza Świata. Po wyścigu powiedział, że na ostatnim okrążeniu ogarnęło go niemożliwe do opisania uczucie szczęścia, a przejeżdżając przez metę zobaczył Boga.

Kontrowersyjne GP Japonii 1989

Również w 1989 roku tematem numer jeden na Suzuce była rywalizacja Senny z Prostem i to znowu na tym torze została ona rozstrzygnięta. Wyścig ten jest uznawany za jeden z najbardziej kontrowersyjnych i do dziś budzi żywe emocje wśród kibiców. Brazylijczyk, tak jak w poprzednim roku, startował z pole position, ale Prost, który w tamtym momencie zajmował pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej kierowców, znów rozpoczął wyścig dużo lepiej i wysunął się na prowadzenie. Deja vu? Nie do końca. Tym razem Francuz nie chciał tak łatwo oddać zwycięstwa i próbował bronić się przed atakującym Senną, doprowadzając do kolizji. Oba bolidy zahaczyły się kołami i po chwili zatrzymały.

Prost wysiadł ze swojej maszyny przekonany, że to koniec wyścigu dla obu kierowców i tytuł mistrzowski należy już do niego. Sennie tymczasem udało się z pomocą stewardów ponownie uruchomić bolid i wykorzystując drogę ewakuacyjną wrócić na tor. Po krótkim pit stopie, w trakcie którego naprawiono powstałe po zderzeniu uszkodzenia, kontynuował wyścig i w fenomenalnym stylu objął prowadzenie. Dojechał do mety jako pierwszy myśląc, że został Mistrzem Świata po raz drugi. Nie było mu jednak dane stanąć na podium. Zaraz po zakończeniu rywalizacji na torze został bowiem zdyskwalifikowany. Oficjalnym powodem było ominięcie szykany po kolizji z Prostem i powrót na tor drogą ewakuacyjną. Owa decyzja wciąż uznawana jest przez wielu za absolutnie niesłuszną i niesprawiedliwą. Senna również był wściekły. Uważał, że jego dyskwalifikacja była zagraniem politycznym. Na czele FISA stał wtedy Jean-Marie Balestre, który miał podjąć taką, a nie inną decyzję, aby zapewnić mistrzowski tytuł swojemu rodakowi. Senna i Prost nigdy nie byli przyjaciółmi, ale to tak naprawdę od tej sytuacji zaczęła się między nimi prawdziwa wojna.

GP Japonii 1989 Prost Senna tor Suzuka
GP Japonii 1989, Prost wysiada ze swojego bolidu, podczas gdy Senna próbuje wrócić na tor (fot. Pascal Rondeau/Getty Images Sport Classic)

McLaren vs Ferrari

Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale również w 1990 roku to właśnie na Suzuce miały się rozstrzygnąć losy tytułu mistrzowskiego, a pretendentów do niego było dwóch: Senna i… Prost. Jedyną różnicą było to, że nie jeździli już w jednym teamie – Francuz odszedł w międzyczasie do Ferrari. Tym razem kontrowersje zaczęły się jeszcze przed wyścigiem. Brazylijczyk, tak jak w poprzednich latach, wywalczył pole position, a u jego boku ustawił się do startu oczywiście Francuz. Problem polegał na tym, że pierwsze miejsce startowe znalazło się po brudnej stronie toru i mimo protestów Senny, FISA nie zgodziła się na jego przesunięcie.

Po raz kolejny więc to Prost zaliczył lepszy start i już na samym początku wysunął się na prowadzenie zostawiając za sobą Sennę. Kierowca McLarena nie miał jednak zamiaru tak po prostu pozwolić swojemu największemu rywalowi na kolejne zwycięstwo. Jak mówił już po tych wydarzeniach, przed wyścigiem obiecał sobie, że jeśli znów wystartuje gorzej niż Prost, to zaatakuje go na pierwszym zakręcie bez względu na wszystko. Jaki był tego wynik? Kolejna kolizja między tymi kierowcami. Tym razem na tyle poważna, że żaden z nich nie mógł kontynuować rywalizacji. Senna został wtedy Mistrzem Świata po raz drugi, ale jego bezkompromisowy atak i wyeliminowanie Prosta również wzbudziło wiele kontrowersji.

GP Japonii 1990 Ayrton Senna uderza bolidem w Ferrari Alaina Prosta tor Suzuka
GP Japonii 1990, Ayrton Senna uderza swoim bolidem w Ferrari Alaina Prosta (fot. Getty Images)

Raikkonen i Schumacher

Mimo, iż wielu fanom F1 Suzuka kojarzy się głównie z opisaną wyżej zaciętą rywalizacją między Prostem i Senną, to nie tylko ci dwaj kierowcy dokonywali na tym torze wspaniałych rzeczy. Warto wspomnieć chociażby genialny wyścig w wykonaniu Kimiego Raikkonena w 2005 roku. Po nieudanych kwalifikacjach Fin startował dopiero z siedemnastej pozycji, ale nie pozostał długo na końcu stawki. Wystartował w iście atomowym stylu i już po pierwszym okrążeniu zajmował dwunaste miejsce. Powoli, ale skutecznie piął się coraz wyżej, zbliżając się do lidera wyścigu, Giancarlo Fisichelli. Wydawało się jednak, że nie uda mu się go wyprzedzić. Rozpoczynając ostatnie okrążenie Raikkonen wciąż jechał za Włochem. Zaatakował go na pierwszym zakręcie i na około minutę przed końcem wyścigu w fenomenalny sposób objął prowadzenie. Udało mu się je utrzymać i ostatecznie został zwycięzcą GP Japonii 2005.

Kimi Raikkonen na podium GP Japonii 2005 tor Suzuka
Kimi Raikkonen na podium GP Japonii 2005 (fot. Paul Gilham/Getty Images)

W 2006 roku Suzukę zdominowała walka między Michaelem Schumacherem i Fernando Alonso. Obaj kierowcy mieli wtedy jeszcze szansę na tytuł Mistrza Świata, dlatego punkty za ewentualną wygraną w GP Japonii były dla nich na wagę złota. Niemiec, który mimo startu z trzeciej pozycji już na początku wyścigu objął prowadzenie i w oszałamiającym tempie pędził po swoje kolejne zwycięstwo. Hiszpan tymczasem tracił do niego średnio pięć sekund. Sytuacja zmieniła się jednak o 180 stopni, kiedy niespodziewanie zawiódł silnik w czerwonym bolidzie. Było to o tyle nieprawdopodobne, że poprzednia taka awaria przydarzyła się Schumacherowi w 2000 roku. Cała stajnia Ferrari była w szoku, a załamanych mechaników pocieszał sam kierowca. Fernando Alonso nie zmarnował tej okazji i ukończył wyścig na pierwszym miejscu, zapewniając sobie szesnaście punktów przewagi nad rywalem i praktycznie przypieczętowując swoje mistrzostwo (ostatecznie rozstrzygnięcie miało jednak miejsce dopiero w kolejnym wyścigu).

GP Japonii 2006 tor Suzuka Fernando Alonso mija zepsuty bolid Schumachera
GP Japonii 2006, Fernando Alonso mija zepsuty bolid Schumachera (fot. Paul Gilham/Getty Images Sport Classic)

Kubica

Również nasz rodak zaliczył wspaniały występ podczas GP Japonii. Robert Kubica wielokrotnie powtarzał, że jego ulubionym torem w kalendarzu Formuły 1 jest właśnie Suzuka. To tutaj w 2010 roku przejechał najlepsze okrążenie kwalifikacyjne w swoim życiu. Alan Permane, dyrektor sportowy Renault F1, stwierdził później w wywiadzie, że okrążenie Kubicy było niewiarygodne. Podobno sam Polak był po jego przejechaniu w kompletnym szoku. Robert zakwalifikował się do wyścigu na czwartej pozycji, ale ze względu na karę Lewisa Hamiltona startował z trzeciego miejsca, tuż za duetem najszybszego wtedy Red Bulla. Warto wspomnieć, że Renault dysponowało w tamtym czasie mniej więcej 4-5 bolidem w stawce. I chociaż zdarzało się Robertowi zająć wyższe miejsce w kwalifikacjach (na przykład drugie w Monako), to nikt nie spodziewał się takiego wyniku akurat na Suzuce. Ze względu na dużą ilość szybkich zakrętów tor ten sprzyjał bolidom lepszym aerodynamicznie niż Renault, dlatego wyczyn Polaka zasługuje na tym większe uznanie.

Robert Kubica w bolidzie Renault na torze SuzukaRobert Kubica w bolidzie Renault na torze Suzuka (fot. Clive Mason/Getty Images)

Jules Bianchi

Niestety tor Suzuka to nie tylko piękne momenty i fascynujące wyścigi. Mówiąc o tym torze nie można pominąć tragicznego wypadku podczas GP Japonii 2014, który zakończył się śmiercią młodego i niezwykle utalentowanego kierowcy jakim był Jules Bianchi. Francuz stracił panowanie nad swoją maszyną na czterdziestym trzecim okrążeniu. Wypadając z toru uderzył z nieprawdopodobną siłą w dźwig wyciągający bolid Adriana Sutila, który rozbił się w tym samym miejscu jedno okrążenie wcześniej. Sutil nie odniósł żadnych poważnych obrażeń w trakcie swojego wypadku, ale Bianchi nie miał już tyle szczęścia – mimo otrzymanej natychmiast pomocy medycznej nie odzyskał już przytomności, pozostając w śpiączce do końca życia. Zmarł 17 lipca 2015 roku w klinice w Nicei.

Jules Bianchi
Jules Bianchi (fot. Vladimir Rys Photography/Getty Images)