Start wyścigu o GP Japonii 2017

Ricciardo na samym początku stracił drugą pozycje po agresywnym i pewnym ataku Maxa Verstappena w pierwszym zakręcie oraz pięknym manewrze wyprzedzania Estebana Ocona w kolejnej sekcji zakrętów pierwszego sektora. Australijczyk spadł w ten sposób na piątą pozycję. Przed pierwszym zakrętem z toru wypadł Carlos Sainz i uderzył o bandę. Zmusiło go to do wycofania się z ostatniego wyścigu w barwach Toro Rosso. W Austin zobaczymy Hiszpana już w zespole Renault.

Ferrari

Już na samym początku doszło do kolejnego dramatu Scuderii. Vettel powiadomił zespół przez team radio o bardzo słabych obrotach silnika. Już w trakcie pierwszego okrążenia został wyprzedzony przez Maxa Verstappena na nawrocie w drugim sektorze, a następnie przez kolejnych rywali na prostej przed 130 R. Zespół z Maranello poprosił w końcu Sebastiana o zjazd do boksów i wycofanie się z rywalizacji. To ogromny cios dla czerwonych. Mimo bardzo konkurencyjnego bolidu to już trzecie GP z rzędu, w którym na podium nie stanął żaden z kierowców Ferrari!

W Singapurze wypadek na starcie, w Malezji awaria turbosprężarki, a tym razem mechanicy nie zdążyli wymienić świecy zapłonowej. Można tę sytuację podsumować jednym słowem – klęska; sprawa WCC i WDC jest praktycznie przesądzona. Lewis Hamilton zwiększył przewagę nad Vettelem do 59 punktów, a różnica w klasyfikacji konstruktorów między Ferrari a Mercedesem zrobiła się większa niż w przypadku Red Bulla i Scuderii. Na 99% Mercedes czwarty raz z rzędu zgarnie tytuły, a nam pozostaje się już tylko emocjonować walką o pozostałe miejsca w klasyfikacji.

Force India

Wróćmy do wyścigu. Kolejną ofiarą toru Suzuka został Marcus Ericsson, który rozbił swój bolid na wyjściu z bardzo trudnego i zdradliwego Denger 2. Na jedenastym okrążeniu Daniel Ricciardo uporał się na prostej startowej w strefie DRS ze świetnie broniącym się do tej pory Estebanem Oconem i przesunął się na trzecią pozycję. Strata czasowa jaką poniósł Australijczyk jadąc za młodym Francuzem przeszkodziła mu w rywalizacji o dwa pierwsze miejsca z Maxem i Lewisem. Na kolejnym okrążeniu w tym samym miejscu Esteban uległ Bottasowi. Francuz na dwudziestym pierwszym okrążeniu zjechał do boksów, a po powrocie z alei serwisowej w świetnym stylu pokonał Fernando Alonso w zakręcie Spoon. Dwa okrążenia później pokonał w pojedynku Palmera. To, co najbardziej podobało mi się w jeździe kierowcy Force India to próba ataków w każdym miejscu toru, a nie czekanie na formalność w strefie DRS.

Walka w czołówce

W tym samym czasie na prowadzeniu znajdował się Lewis Hamilton, a za nim jechał tracący około cztery sekundy Max. Holender jako pierwszy zjechał do alei serwisowej (na dwudziestym drugim okrążeniu). Na szczęście wyjechał z powrotem na tor tuż przed Kimi Raikkonenem, co było bardzo ważne w próbie podcięcia Hamiltona. Lewis zareagował bardzo szybko i na kolejnym okrążeniu to on zameldował się po miękkie opony. W pierwszej fazie wyścigu Mercedes był na super softach szybszy od Red Bulla. Sytuacja odwróciła się, gdy kierowcy ścigali się już na softach – Max Verstappen odrabiał straty do Lewisa. Bottas jadący na prowadzeniu bezproblemowo przepuścił partnera z zespołu, a następnie blokował Maxa, pozwalając oddalić się Brytyjczykowi. Kilka okrążeń później Fin musiał odwiedzić aleję serwisową i wszystko wróciło do normy.

Bez punktów dla Renault

Od trzydziestego siódmego okrążenia byliśmy świadkami zażartej walki o pozycję ósmą pomiędzy Massą, Magnussenem oraz Grosjeanem. Bardzo szybko do tej walczącej trójki zbliżali się też Hulkenberg walczący z Gaslym. Na nawrocie Francuz uległ Hulkowi spłaszczając przy tym oponę, co zmusiło go do kolejnej wizyty w boksach. Hulkenberg zaś doznał chwilę później awarii systemu DRS – jego tylnie skrzydło nie chciało się zamknąć. Kierowca Renault wycofał się z wyścigu. Jolyon Palmer w pożegnalnym GP, być może nie tylko w Renault ale i F1, zajął dwunaste miejsce, przez co francuski zespół po raz kolejny nie zdobył żadnego punktu. Spadli przez to w klasyfikacji generalnej na ósme miejsce, gdyż zostali wyprzedzeni o jeden punkt przez Haasa. Patrząc na potencjał żółtych bolidów, to ogromna, zawstydzająca porażka.

Massa vs Haas

Brazylijczyk miał ogromne problemy z wielką degradacją swoich opon. Walczył o przetrwanie, aż wreszcie w pierwszym zakręcie na czterdziestym trzecim okrążeniu Kevin Magnussen bardzo agresywnie zaatakował kierowcę Williamsa po wewnętrznej. Miejsca było bardzo mało i skończyło się to jak w przypadku wcześniejszych manewrów Duńczyka – między kierowcami doszło do kontaktu, w wyniku którego Felipe stracił połowę swojego T- winga oraz dwie pozycje na rzecz kierowców Haasa. Felipe musiał teraz skupić się na obronie ostatniej punktowanej pozycji przed Alonso, co ostatecznie mu się udało.

Pewne zwycięstwo Hamiltona

Walka Massy z Alonso zepsuła nam jednak możliwość oglądania emocjonującej końcówki wyścigu. Max tracił do Lewisa ledwo ponad sekundę, jednak maruderzy z dalszej części stawki spowodowali zwiększenie różnicy czasowej pomiędzy Mercedesem i Red Bullem. W ten sposób Lewis Hamilton odniósł swoje 61 zwycięstwo w karierze i trzecie na torze Suzuka. Jak sam powiedział, nie był to spacerek – ten niezwykle wymagający obiekt dał Brytyjczykowi w kość. Zwycięstwo, przy jednoczesnym wycofaniu się z wyścigu jego głównego rywala z Niemiec, stawia Hamiltona na cztery wyścigi przed końcem sezonu w niezwykle komfortowej sytuacji w kontekście walki o tytuł Mistrza Świata. Aby Brytyjczykowi stała się tu krzywda musiałby dwukrotnie nie dojechać do mety, a Vettel wygrać wszystkie pozostałe wyścigi, zakładając, że w dwóch z nich Hamilton znalazł by się na podium. Sytuacja praktycznie z kategorii science fiction.

Podium dla Red Bulla

Max Verstappen dojechał na drugim miejscu – to jego kolejne podium w ciągu dwóch tygodni, a trzecie w całym sezonie. Azjatycka część sezonu, nie licząc startu w GP Singapuru, to świetny okres Holendra. Po raz kolejny pojechał świetny wyścig, brawa! Japoński tor wydaje się być dla niego szczęśliwy, gdyż rok temu również udało się mu tu dojechać w pierwszej trójce. Najniższy stopień podium po raz kolejny trafił do Daniela Ricciardo, który zaliczył solidny występ i obronił swoją pozycję przed szarżującym w końcówce wyścigu Bottasem.

Jedyne do czego można by się przyczepić, to zbyt wolne pierwsze sto metrów, które skutkowało utratą dwóch pozycji na starcie. Gdyby nie to, miałby szansę powalczyć o jeszcze lepszy wynik. Australijczyk ma jednak prawo do radości, to jego dziewiąte podium w sezonie! Red Bull przez większą część sezonu był trzecią siłą w stawce, za nami już szesnaście GP – Daniela widzieliśmy więc na podium F1 częściej niż w co drugim wyścigu. Dziewięć miejsc w pierwszej trójce w jednym sezonie to jego życiowy rekord, który może jeszcze wyśrubować, gdyż przed nami aż cztery Grand Prix.

Hamilton Ricciardo Verstappen GP Japonii 2017
Lewis Hamilton, Max Verstappen i Daniel Ricciardo na podium GP Japonii 2017 (fot. Action Plus/Octane/Getty Images)